Wiara, której ci brak


Myślisz że jestem słaby...

Bo wierzę

Śmiejesz ze mnie się...

Bo wierzę


A ty, który do kościoła nigdy nie chodzisz

Dla ciebie to głupota i odraza

Żałosny spektakl, fanaberia

Jesteś twardy, cwaniak, ten co to pod prąd zawsze idzie

Niezależnie kiedy

Tak, jesteś bystry, nie jak tamci – stado głupie

Ha – jesteś indywiduum – oświecony

Tam chadzają tylko obłudnicy, by pokazać się, nudę zabić, czy z przymusu iść

Ja ci powiem – część i może tak, lecz nie mów mi, że wszyscy

Bo kłamcą nazwę cię


Uważasz, że jestem słaby

Bo dobro i piękno kocham

Uważasz, że jestem słaby

Bo kolory tęczy przyowdziewam

Tak, spójrz na mnie – ależ ze mnie frajer

Nie to, co ty – hardziel – w ciemności skąpany


Jestem słaby

Bo szczęścia szukam

A czy ty go nie pragniesz?

Nie mów mi że nie

Bo nie uwierzę

Czy naprawdę chcesz być opluwanym, wyzywanym, spojrzeniami zżeranym?

Czy o to ci naprawdę chodzi?, aby ludzie cię nienawidzili, by ci doskwierali, by się ciebie bali?

Nie mów mi że tak, bo kurwa, nie zrozumiem

Stary, czy wszystko jest o.k.?

Stary, chyba tego samego pragniemy, lecz nie tędy droga

Zresztą sam dobrze wiesz, jak to jest być tym najgorszym, tym ostatnim

A więc po co, po co czynisz innym to, czego sam od świata doświadczyłeś?

Zemsta, zawiść, skurwysyństwo? Czy aż tak cię mocno omotało?

Popatrz: jesteś jak ta miejska dzicz, co dręczy cię.

Jesteś taki sam! Taki sam drań! Taki sam!


Słuchaj, coś ci rzeknę

Jesteś słaby, w moich oczach jesteś tchórzem

A ja, ja jestem silny

Ja się nie boję, a twe uśmiechy, twe szyderstwa mam w dupie

Nie boję się swej wiary okazywać

Co, myślisz że na śmiech i pogardę się wystawiam?

Tak, wystawiam

Na takich jak ty! Na takich, co nie rozumieją

Ale ja jestem silny i przetrwam

Jestem silny, bo mam wiarę. Ja wierzę! Wierzę w Boga! W Boga! Boga! Boga!

Zastanów się, nim zejdziesz z tego świata

Co potem, co potem?

Co potem?...

Coś w końcu musi być, to nienaturalne sądzić, że potem nie ma już nic

Zastanów się i nie pluj więcej na mnie