Szansa


Rudolf od początku szkoły miał kłopoty z nauką. Badania wykazały, że nie był zbyt inteligentny – plasował się wyraźnie poniżej przeciętnej. Poza tym nie lubił się uczyć. Lecz już w drugiej klasie jego rodzice – on wpływowy biznesmen, ona również piastująca wysokie stanowisko kierownicze w tej samej korporacji – zafundowali mu operację:

Lekarz uśmiechnął się przymilnie. Padła suma.

Lekarz wspomniał coś o otwartej furtce i z aprobatą skinął głową. Stawka znacznie skoczyła w górę.

Miesiąc po zabiegu Rudolf wrócił do szkoły. Zadziwiał wszystkich swoją błyskotliwością. Bezbłędnie rozwiązywał zadania, z którymi inne dzieci miały niekiedy spore problemy, nie popełniał błędów ortograficznych, odpowiadał pełnymi zdaniami.


Janek nie pochodził z zamożnej rodziny – ojciec bezrobotny pijak, matka jakoś wiązała koniec z końcem – lecz był bystrym dzieckiem. W pierwszej klasie znalazł się nawet w gronie najlepszych uczniów. Potem szło mu jednak już jakoś tak średnio. A jeszcze później... W miejsce piątek i czwórek zaczęły pojawiać się trójki i dwójki. Chęć do nauki wygasła.


Obaj chłopcy chodzili do tej samej klasy. Rudolf, począwszy od drugiej, kończył wszystkie z wyróżnieniem. W nagrodę rodzice kupowali mu kolejne wszczepy. Cybernetycznie modyfikowane ciało było szybsze, silniejsze, bardziej skoczne. Ze sprawności fizycznej szóstka murowana. Janek z zazdrością obserwował podrasowanych chromem, wspaniałych kolegów. Kolegów, którzy nim pogardzali, z którymi nie mógł się równać. Gdzie mu z takim grać w piłkę, siłować się na rękę, czy napisać lepsze wypracowanie niż on. Podziwiał Rudolfa, a zarazem go nienawidził.


Ostatnią klasę Rudolf jak zwykle skończył z wyróżnieniem. Jak zwykle otrzymał od rodziców nagrodę: w mięśnie jego brzucha, klatki i ramion zostały wszczepione tytanowe włókna, będące swoistym rodzajem pancerza, zwielokrotniające naturalną odporność na urazy mechaniczne.

Janek nie ukończył szkoły, zagubił się gdzieś po drodze. Dostał opieprz. Jak zwykle.


Slaine