Selekcja


Ciemność przesłaniająca słońce. Przyćmiony umysł. Ciemność otaczająca słońce. Jaśniejący umysł. Palce prawej ręki przecierają oczy wytężone we wzroku.

Nie, to nie słońce, to księżyc. Ogromny ból rozsadza od środka głowę. Głowę, w którą wali chyba z tysiąc młotów. Nic prócz ciemności z plamką u góry. Mózg znów tępieje, księżyc w ciemności się rozmywa, niknie i chyba nic już nie istnieje. Świat zwariował, wszystko wokół szaleje, stopy się plączą, ciało chwieje i...

Uderza. Zsuwa się po zwalistym pniu, malując nieregularną, czerwoną linię.

Nicość, zatracenie.

Powieki powoli same się otwierają a dookoła jasność. I jedna myśl: na Sigmara, gdzie ja jestem, czymże umarł...? Nie... Nie jest to Królestwo Kruka, lecz świat żywych. Nasze poczciwe Imperium.

Człowiek unosi głowę, wiatr rozwiewa jego długie, czarne włosy. Początkowa, wręcz oślepiająca jasność ustępuje. Oczy się przyzwyczajają, umysł trzeźwieje. Polana bujnie porośnięta trawą a wokół las. Nogi się chwieją pod ciężarem ciała, ale utrzymują je. Chwilę, co było przedtem, co jest teraz, jak się tu znalazłem? Człek łapie się za głowę, lecz po chwili odejmuje ręce, bo go boli. Rozgląda się niepewnie i próbuje przypomnieć. Cokolwiek.

Pustka, nic. Stoi jeszcze jakiś czas, a potem bezradnie rusza przed siebie. Ale do cholery, dlaczego tu tak cicho? Równocześnie, gdy ta myśl napłynęła do jego głowy, coś naprężonego pękło a powietrze przeciął ostry świst. Mężczyzna wytrzeszczył oczy w przerażeniu i na ułamek sekundy przed tym, jak długi, rozdwojony pal przebił mu płuca, przypomniał sobie.

Wpierw słychać było głuchy łoskot rozdzierających ciało kolców, a następnie głośny, charczący odgłos człowieka w agonii. Obydwa równie krótko trwające. Siła uderzenia była tak wielka, że martwe ciało wciąż tkwiło na palu i najwyraźniej nie miało zamiaru go opuścić. Po gładko zaostrzonych końcach ściekała krew, stanowiąc dobrą pożywkę dla spragnionej wody gleby. Już od kilku miesięcy nie padało i wydawać się mogło, że ziemia łapczywie spijała spływającą posokę.

Niedaleko miejsca zdarzenia zaszeleściły gęste krzaki i wyszło z nich dwoje ludzi.

Podeszli obaj do trupa. Jeden spory, dwumetrowy, barczysty mężczyzna, drugi o dwadzieścia centymetrów niższy, jednak też silny.

Porba poprawił sobie na ramionach martwego człeka i ruszył zakopać ciało. Tymczasem Bargiusz ponownie zakładał pułapkę.



Nie wiem dlaczego napisałem ten krótki tekst. Chyba po to, by pokazać, że przez całe życie selekcjonujemy i jesteśmy selekcjonowani. Dobrzy – źli, ładni – brzydcy, lepsi – gorsi, itp. Rzadko jest ona jednak tak brutalna i ostateczna, jak powyżej. Selekcja jest wpisana w ludzką, i nie tylko, naturę. Mowa tu o pierwotnej, selekcji naturalnej. Ale, jak już wspomniałem są i inne. Selekcji podlega wszystko... Pamiętajmy jednak: nie bądźmy zbyt brutalni przy naszych wyborach w stosunku do innych ludzi.


Slaine