Gdzie byłeś?
Gdym ja niezmierzone kresy wiedzy przemierzał.
Co czyniłeś?
Gdym ja sztukę i kulturę poznawał,
Mózg mój dobrze żywiony,
Choć i tak nie zaspokojony,
Potężnie się rozbudował.
Twój natomiast nic nie postępował,
Jeno w masie jak ja przybyłeś,
Między rozumem a ciałem,
Równowagi nie zachowałeś.
I choć otaczasz się (takim jak ty) przyjacielem,
Nie jesteś złotem, czy brylantem,
Lecz piachem, którego jest wiele!
Bogaczu! Idziesz przez życie, lecz nie deptaj mrówek,
Nie wykorzystuj ich naiwnych główek.
Częstokroć głodem niezasłużonym przymierają,
A tobie resztki ze stołu spadają.
Chwiejąc się pod pracy żelaznej ciężarem,
Cieszą się życia boskim darem.
Szczęście z pieniędzy, smutek z duszy ci bije,
U nich na odwrót się żyje.
Bogaczu! Nie znasz miłości ni żadnej litości,
Na twarzy twej zgorzkniałe rysy chciwości.
Biegną lata, biegną dni,
Biegną chwile z życia mi,
Przed oczyma smutne dzieje,
Przeplatane przez złotą nadzieję.
Rok minął, jak był,
A ja żem o osiem przytył1,
Nowe kłopoty, nowe marzenia,
Stare odeszły – wspomnienia.
Serce, jak woda,
piękne i czyste,
życiodajne, przejrzyste.
Serce, jak dzwon,
nieprzerwanie bije,
gdy milknie – umiera.
Serce, jak burza gwałtowne.
Serce, jak ogień gorące.
Serce – dzban pełen uczuć,
z którego się leje.