Pesymizm a optymizm w naszych realiach


Polska – nasza ojczyzna. Jej historia jest bardzo burzliwa i zawiera wiele dramatycznych okresów. Dużo wycierpieliśmy. Nieustanne walki z państwami ościennymi w obronie ziem, rozdarcia wewnętrzne, najazd Szwedów, aż trzy rozbiory, kiedy to naszego kraju nie było na mapach, dwie wojny światowe, gdzie znaleźliśmy się w samym centrum konfliktów. Szczęścia to my nie mieliśmy, wszak tylko w wiekach średnich po połączeniu z Księstwem Litewskim stanowiliśmy potęgę europejską. Choć wiele razy próbowano nas zniszczyć, nie daliśmy się i wciąż trwamy, co świadczy o tym, że mamy siłę i poczucie jedności. Jednakże czy jesteśmy optymistami? Raczej nie. Posiadamy wolność, ale to ma teraz prawie każdy, a jej pragnienie i wartość odczuwa się tylko w jarzmie niewoli. To do czego dążyli kiedyś nasi przodkowie i co było dla nich rzeczą świętą, dla nas jest zwykłą codziennością, nie mającą w sobie nic wielkiego. Mamy inne strapienia, ale cierpimy nadal.

Dlaczego nasza ukochana Polska nie prosperuje tak dobrze, jak kraje zachodniej Europy, dlaczego żyję się nam tu gorzej, niż ludziom tam zamieszkującym? To jest dobre pytanie, na które da się odpowiedzieć. W czasach okupacji my Polacy byliśmy wyniszczani przez politykę Niemiec i ZSRR, rujnowano naszą gospodarkę, mordowano inteligencję. Następnie w latach nie tak nam odległych mieliśmy u siebie komunizm, byliśmy pod „opieką” radziecką. A nasi zachodni sąsiedzi, sprawcy zamętu, jaki ogarnął cały świat, przegrali dwie wojny, nałożono na nich ogromne kontrybucje i wydawać by się mogło, że są w o wiele trudniejszej sytuacji niż my. Ale gdzie tam. U.S.A. – finansowe mocarstwo, wlało mnóstwo pieniędzy w pomoc w odbudowę Europy. Najwięcej zainwestowano właśnie w Niemczech, Polska była natomiast jednym z tych krajów, które prawie nic nie otrzymały. Nam „pomagała” Rosja, Stany się więc nie wtrącały – podział wpływów. Tak oto sojusznicy o nas zapomnieli. Zły wróg Niemiec dostał pomoc, a dobry brat Polak zostawiony sam sobie. Chyba w tym głównie upatrywać takiego stanu rzeczy, jaki dzisiaj u siebie mamy. Choć na pewno my też nie jesteśmy bez winy.

Jak tu nie mieć współcześnie pesymistycznych wizji? Bieda wszędzie. Chłopaki kończą studia a i tak roboty znaleźć nie mogą, a starzy, co im winni pomóc i zwolnić miejsca etatu niekiedy pracują do późnej starości, bo się nudzą sami po domach. A co mają zrobić ci bez wykształcenia wyższego? Strzelić sobie w głowę, to przynajmniej zmniejszą bezrobocie? Bieda. Bezrobocie sięga prawie 20%. Wynika, że co piąty obywatel nie ma stałego źródła dochodu. Jak tu młody może się cieszyć, iż w dorosłość wchodzi, gdy utrzymuje się z rent matki i dziadków? Jakie perspektywy szerokie odkrywa przed nami szara Polska? „Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga. Łam, czego rozum nie złamie: Młodości! Orla twych lotów potęga, jako piorun twoje ramię” – to przeszłość. „Bez serc, bez ducha to szkieletów ludy” – oto współczesny nam obraz. Wyczekuj przed Urzędem Pracy, załatwiaj te papierkowe formalności, a może się trafi jakaś fucha za 800 zł miesięcznie i nie zapomnij odliczyć od tego podatku. Reszta powinna starczyć ci na życie. Musi ci starczyć. Jeśli w miarę przyzwoitą posadę ciężko sobie załatwić, to w danym kraju musi być fatalnie. Z drugiej strony możesz zarabiać i 1800, ale zapierdalaj po 10, 12 godzin na dobę. Długo dasz radę? Czasu prawie ci na nic nie starcza, robota, spanie, jedzenie, czasem tylko wydarzy się coś godne zauważenia. Nie żyjesz po to, aby pracować, to praca jest po to, byś ty mógł żyć. Ci najubożsi nie mają nawet na chleb. Po opłaceniu rachunków starcza tylko na najważniejsze potrzeby. Wleczenie się od miesiąca do miesiąca, pociąganie za wszelkie możliwe sznurki, walka o poprawę swych warunków materialnych. Ostatecznie zostaje żebranina i zbieranie materiałów wtórnego użycia. Bo to mało jest osób bez dachu nad głową? A ci zamarznięci zimą, o których podają statystyki, kim są w większości? Niejednego biedaka można spotkać grzebiącego w osiedlowych śmietnikach. Na wysypiskach muszą być ich chmary, łażące niczym brzęczące muchy na kupie gówna. Będąc bezdomnym niezwykle trudno wrócić do społeczeństwa, stać się na powrót normalnym obywatelem. Jesteś jak trędowaty. Żadnych szans na posadę, nie masz miejsca zamieszkania – jesteś nikim. Nie masz forsy. Wszyscy dookoła wiedzą kim jesteś. Widzą twą nieogoloną mordę, zniszczone, upaprane odzienie, krosty porastające skórę i czują przenikliwy smród bijący od twego ciała.

A rząd?, od czego on jest? Czy nie po to, by był ład, dobrobyt i porządek? Patrząc na nasze państwo odnoszę wrażenie, iż rząd to jakaś fikcyjna organizacja, obca społeczeństwu, nie rozumiejąca sytuacji w kraju i nie zauważająca problemów, jakie trapią obywateli, a przy tym dbająca o własne interesy. Od jak długa trąbiono o zmniejszeniu bezrobocia? A rezultatów wciąż żadnych. Prywatyzacja państwowych zakładów. Tak, niech nas wykupią, niech wszystko będzie w posiadaniu zagranicznych inwestorów, niech mają oni do powiedzenia w Polsce więcej, niż my sami. Bójki na posiedzeniach sejmu – nie ma to jak przykłady wzorowego zachowania wobec społeczeństwa. I korupcja – nasza największa zmora. Że wspomnieć o ostatniej, wielkiej aferze Rywina. Skandal, ale chyba i normalka zarazem. Pan ten miał akurat pecha, złapano go na gorącym uczynku; mnie ciekawi jednakże ilu takim podobnym cwaniakom udało się załatwić sprawy po cichu. Pan Zieliński, mój nauczyciel WOS-u rzekł mniej więcej: „Rywin sam by na to nie wpadł. Ktoś musiał za nim stać. Ale kto?, tego na pewno nigdy się nie dowiemy.” Jeżeli rzeczywiście tak było, to ja również podzielam tą opinię: nigdy nie dowiemy się kto to był. Zresztą nawet samemu podejrzanemu nic się chyba nie udowodni. Sprawa ciągnie się już za długo i sporo w niej niejasności. Tu widać nasze rządy w pełni. Widać, jak to wszystko głęboko sięga, skoro Rywinowi niewiele można zrobić, skoro giną akta i grozi się niektórym osobom. Lew ma bardzo mocne plecy, komuś usilnie zależy by zatuszować całą sprawę. Jej się nie da jednak ukryć, ona już wyszła na jaw, ją można co najwyżej nie rozwiązać. A to – jak ktoś powiedział – będzie znaczyło, że Polska jest państwem mafijnym. A jest nim. To co się teraz wokół Rywina dzieje to parodia, prawo zawiodło na całej linii. I kto teraz powie, że w stosunku do prawa wszyscy są równi, że władza i pieniądz nic nie dają? Ale malwersacje nie występują tylko na najwyższych, krajowych szczeblach władzy, lecz także w zarządzie powiatu, gminy. Skorumpowane są wszystkie służby publiczne. Policja wypuszcza przestępców, lekarze, którzy popełnili ewidentne błędy, doprowadzając tym samym do kalectwa a nawet śmierci pacjentów, chronieni są przez kolegów po fachu, świadczących podczas rozpraw sądowych na ich korzyść. Nie tak też dawno w całej Polsce głośno było o Łódzkiej Służbie Pogotowia i tamtejszych zakładach pogrzebowych. Handel informacjami o zgonach, celowe uśmiercanie ludzi dla pieniędzy. Słowem ręka rękę myje. Korzystnie wypada tu jeszcze państwowa straż pożarna. Ale oni nie mają powodów do korupcji.

Najbardziej jednak napawają gniewem dysproporcję w kwestii zarobków. Niby podział na klasy dawno zniknął, ale chyba nie do końca. Dopóki istnieje ludzkość zawsze będą podziały. Ogólnie patrząc są to teraz bogaci, średniozamożni i ubodzy. I jak to zwykle bywa najwięcej tych biednych, a garstka tylko ma mamonę. Czasy są tak trudne, a tu takie wahania, że człowieka mdli. No bo wyobraźmy sobie egzystencję kogoś, kto zarabia choćby 800 zł, nie mówiąc o tych, co zjeść nie mogą do syta, a takich wysoko postawionych urzędasów czy ludzi biznesu. Wiecie ile zarabiają prezenterzy i dziennikarze TVP – Orłoś, Durczok, Kamel i reszta? 48.000. zł. Nie myślcie tylko, że to pensja roczna, oni dostają tyle za miesiąc. Słownie: czterdzieści osiem tysięcy nowych złotych na miesiąc. Dwa miesiące takiej pracy i jestem inny człowiek. Nie musiałbym nawet do „Milionerów” iść. Naprawdę iście horrendalna wypłata. I za co to? Za przedstawienie wiadomości, wywiad z jakąś znaną osobistością? Rozkładam bezradnie ręce. W takich czasach, kiedy mało komu (chyba tylko gangsterom) się powodzi, 48 tysiaków do jednej kieszeni? Połowa tej kwoty stanowiłaby nawet zbyt wysokie wynagrodzenie. Przecież ile byłoby z tego zasiłków. Część tej olbrzymiej sumy powinna dofinansować samą TVP albo pójść na cele charytatywne. Ciekawi mnie, co też ci ludzie czynią ze swoimi zarobkami, bo to, że kupili już wszystko na co mieli ochotę to pewne. Może kolekcjonują banknoty? Ale tak to u nas od zawsze było – jedni mają źle, a drudzy aż za dobrze.

Zostaje szare, betonowe miasto. Syf ulic, dziurawe drogi i kamienice grożące zawaleniem. Zostaje picie, ćpanie i kradzież. Ludzki egoizm, obojętność i chamstwo. A większość z nas to frustraci.

W tytule znajduje się nie bez powodu słówko „optymizm”. Co mnie cieszy w naszym narodzie? To, że w niedzielę widuję w kościele starszego mężczyznę w garniturku, który wrzuca na tackę 50, a czasem może nawet i 100 zł (nie przyglądałem się ostentacyjnie). Bogaty nie zawsze oznacza nieczuły i bez serca. To, że pewnego chłodnego wieczoru do młodego chłopaka stojącego na przystanku podeszła starsza pani z prośbą. Chciała, by pomógł jej on zejść po schodach, gdyż było ślisko i bała się przewrócić. Po chwili kobieta trzymając pod rękę młodzieńca schodziła powoli. To, że jednak nasz rząd próbuje coś zdziałać. Przed nami integracja z UE i realizacja umowy offsetowej przez stronę amerykańską. Owa umowa to szansa na znalezienie zatrudnienia przez rzesze ludzi i rozwój polskiej gospodarki. Szkoda tylko, iż to obcy kapitał, a nie nasz rodzimy – polski – jest tą szansą. Zapomniałem, my nie posiadamy tak astronomicznych funduszy, co mnie smuci. Ale odbiegłem od tematu; napawa optymizmem to, że istnieje jeszcze prawdziwa miłość i przyjaźń, owe wartości ponadczasowe. To, że Małysz skacze najdalej, a gdy widzę go w powietrzu, jestem dumny z własnej ojczyzny, z tego, że jestem Polakiem, nie Holendrem, Anglikiem, Francuzem czy innym Zachodnioeuropejczykiem, a Polakiem.

Nie jest najgorzej.


Polak Slaine