Ile bym dał


Ile bym dał, by móc z tobą być. Nawet nie wiesz.

Ty też byś dała? By móc ze mną? Ja nie wiem.

I choć czuję, że tak. Że ty, że ja, że tak.

Stoję jak sparaliżowany.

Ty jak zaczarowana.

Co robić dalej?

Stare baśnie mówią, że to książę winien księżniczkę uratować

Nie odwrotnie

Zbudzić pocałunkiem, z rąk opryszków wyrwać, smoka ukatrupić jeśli trzeba

A ja? Bez rumaka, w postrzępionej kurcie, z kosturem w ręku – idę.

Tak, idę. Idę by cię uratować. A raczej wlokę się, potykając się o własne stopy.

Upadam.

Dobrze, że mam swój kostur, przynajmniej jest się czym podeprzeć i podrapać za plecami.

A więc lezę by cię uratować. Chciałbym iść szybciej, biec, lecz nie mogę. Posuwam się niemrawo. Czasem przystaję, by splunąć lub dać ulgę znużonym nogom. Ostatnio robię sobie przerwy coraz częściej. Zauważyłem, że im dłużej idę, tym więcej odpoczywam.

Czuję się zmęczony.

Brak mi sił.

Brak nadziei...

Brak mi Ciebie.